wtorek, 3 listopada 2009

Dary losu...

Nie ma rzeczy istniejących bez celu, nie ma życia powołanego czy odebranego przypadkiem. Wszystko dąży w okreslonym kierunku,drobnymi kroczkami,jak wskazówki zegara, przybliża się nieublagalnie do celu.
Nawet nie wiem jak wiele lez uronimy, jak wiele czar goryczy wylejemy, jak mocno obijemy pięci uniesione w rozpaczy, nie ma sily by zmienić to co już się stało, ani zaradzić temu,co ma się stać.

Czasem jednak wystarczy pogodzić się z tym co daje nam los, usmiechnąć się do niego i podziekować, za to że każdego dnia, każdej godziny,czujemy na sobie ten dar...dany nam... dar istnienia, dar życia.

...

piątek, 23 października 2009

...

parcere subiectis et debellare superbos - oszczędzać poddających się i poskramiać pysznych - Wergiliusz, 6,853

poniedziałek, 12 października 2009

Muzyczne wspominki...

Czasem zastanawiamy się nad tym - co nas kształtuje, co wpływa na nasze zachowania, na nasze gusta i preferencje. No właśnie.
Restrospekcja zdarzeń - w moim przypadku była dla mnie zaskakująca. Do chwili obecnej, nie wiem dlaczego lubię, Chylińską, Mansona, Metallice, Anatheme, czemu czuje przypływ adrenaliny słuchając modnego ostatnio Darskiego z Behemothem,czy chociażby zachłystująć się starą dobrą nutą - Led Zeppelinów, Roling Stonesów czy Aerosmith.
Zdawałoby się, że powinnam wychowywać się na Pink Floyd, GunsNRoses,Steve Miller, Led Zeppelin, The Beatles, The Who, Guess Who, Stevie Ray, Eric Clapton, AC/DC, Blue Oyster...

no tak, jaka więc muzyka kształatowała mnie ? Może raczej jaka "nie" muzyka maltretowała moja dziecieńco-młodzieńczą duszę ?

Padniecie ze śmiechu - całkiem jak Ja.

Zacznę może od najstarszych kawałków jakie tkwią mi w pamięci. Niestety nie miałam szansy dokopać się do ówcześnie słuchanych przeze mnie i mojego ojca utworów - takich jak "Tango z gwoździem w bucie", ale z całą pewnością, pierwszą kasetę jaką malteretowałam to była Kapela Czerniakowska.


Jakiś czas później, ojciec przyciągnął do domu rzecz jak na tamte czasy niesamowitą, a mianowicie płytę Dream Express -szok :)


I niezapomniany Afric Simone:


Muzyka ta przeplatała się z kultową [zresztą do dziś] Anną Jantar:


Wakacje zwykle spędzałam na wsi - nie zapomnę lata w którym urządzilysmy Sopot Festiwal na stercie kamieni, za stodołą w sadzie. Wraz z siostrami i koleżankami,na całe gardło wyśpiewywałyśmy hit lata, w sumie Hit długich PRL-owskich lat:

się działo… nie zapomne tych wygibusów tanecznych, komisji siedzącej na żerdzi i ze skupieniem słuchającej czy wbiłam się w tonacje czy nie. Konkurencja była ostra, a poziom zdecydowanie wysoki :D
Nie wygrałam - młodsze były - jakbyby tu rzec - bardziej elastyczne :D

Nastały czasy szkoły średniej. Ponieważ byłam na etapie wyjazdów do "zgniłego"EREFIU [ RFN-u], przywoziłam stamtą zgniłą nutę zachodniej rozpuszczonej młodzieży. Ku radości moich koleżanek - był to cudny , pudrowy, lakierowany WHAM. Nawet nie jestecie w stanie wyobrazić sobie, co to byla za miłosć - a,ze zawsze wolałam drugoplanowe postacie,dlatego mój miłosny afekt skierowany był do drugiej częsci tego duetu - do Andy Ridgleya. Wiele kosztowala mnie ta miłość...to wyczekiwanie na teledyski w JARMARKU by przez chwile móc zachwycać się tlenioną grzywką mojego idola :D, czy wycinanie podobizn z gazet typu "Przekrój" i "sztandar mlodych" a nastepnie wklejanie ich w zeszyt, oczywiscie pozniej ozdabianych sonetem, tudzież ladnym wierszykiem rymowanym, odsluchiwanie jednego kawalka bez opcji repeat, czy wlasnorecznie szycie odpowienio wygladajacych spodni, czapek, rekawiczek. I te okulary...

[tak tak - ręcznie malowałam GO na białych bluzach] . To były siemierżne czasy :D

Ale idziemy dalej. Miłość do Wham trwała długo, ubarwiały ją przeboje - Careless Whisper, Club Tropicana itd., itp..
W między czasie do duetu dołączyły kolejne kolorowe dzieci lat 80-tych:
Duran Duran - Hungry Like The Wolf

Culture club - Do you really want to hurt me

Kajagoogoo - Too Shy-


Limahl "The Never Ending Story"


Czas mijał,moda też, a Ja tkwiłam zawinięta w cukierkowy błyszczący papierek. Nie, no nie mozna powiedziec ze wszystko zle, przeciez dyskoteki w rytmie tych nutek byly bardzo przyjemne, szczegolnie ze na topie byly wszystkie odblaskowe gadzety i kosmetyki. Robilo sie furore na kapelusik Boya Georga i usta swiecace w ciemnosci. Przyznam sie, ze teraz zakopalabym sie ze wstydu gdybym miala wystapic w takim oszalamiajacym zestawie...ale wtedy, wtedy byly szalenczo modne wielkie plastikowe pomaranczowe kolczyki w ksztalcie kola,do tego odblaskowo zielone sznurowki przy butach, trampkach, adidasach, obowiazkowo luźna biala/rozowa bluza - koniecznie z napisem i...spodniczka mini - najchetniej jeansowa [przerobione spodnie mojej starszej siostry]. Mowie Wam robilo sie szol:DDD

Jednak, jak to w życiu bywa i to musiało się zmienić - na ścianie zawisł pierwszy poważny ROCKOWY plakat, zaczęlam sluchac czegos bardziej "wytrawnego" "mocnego" :D

Billy Idol Sweet Sixteen


Jaki rock, jaki szok ? :D :D

Najważniejsza byla wiara i pelne oddanie :) Mój braciak z RFN-u slal gazety ze zgnilą muzyką dla tlumów, a Ja robilam pierwszą kasę na muzyce - sprzedawalam kolorowe plakaty z takich pism jak BRAVO czy POPSHOW - uch ! mialam szmalu jak prawdziwa gwiazda. A szmal potrzebny byl na frytki:) bo nie wiem czy wiecie, ale frytki z ketchapem, zaraz po bulce z pieczarkami - to bylo cos baaardzo cool. ;D

Wtedy tez, pierwszy raz w ręce wpadl mi "Metal Hammer" i chyba od tego zaczęla się moja wędrówka ku mrokowi. Zanim jednak oddalam się w ręce Pana Nocy, przeżylam kilka spotkań 3-go stopnia :) Nie, nie ;> i wcale nie bylo tak - że moja najlepsza kolezanka zostala metalówą, więc Ja w ramach przyjaźni na jednej z imprez zlozylam jej oferte - Ty wiesz, to Ja dla Ciebie też zacznę tego metalu sluchac - dodam , ze bylam juz zdeklarowana punkową, posiadającą na stanie chlopaka punka, lażącą na piwniczne koncerty i nienawidzącą SKINów. No...ale czego nie robi się dla przyjaźni ;)




Koncerty kumpli w piwnicy w bloku, czy wynajętej sali w domu kultury - imprezy przy kasetowym grundigu z beczułką w ręku, szlajanie się po ukochanej starówce i zapartym tchem oglądanie płyt i kaset w jedynym sklepie muzycznym na Freta. ech! to były czasy…